Antoni Libera i jego „Toccata”

Na wieczorze słowno-muzycznym z udziałem Antoniego Libery i Adama Tomaszewskiego było tak, jak się można było spodziewać.

Wysłuchaliśmy dwóch „Toccat”, słownej właśnie i muzycznej, w dwóch brawurowych interpretacjach: prozaika, który czytał swoją nowelę, i pianisty, który wykonał na fortepianie utwór Schumanna. Oba utwory ze sobą korespondowały, a my doświadczyliśmy maestrii zarówno literackiej, jak i muzycznej.

Czy w ogóle można w literaturze wyrazić muzykę? – zadajemy sobie nieraz takie pytanie, szczególnie w takich sytuacjach jak wczorajsza. Czy da się muzykę przełożyć na literaturę? A jeśli tak, do jakiego stopnia jest to możliwe, bo przecież nie da się tego dokonać w pełni? Próby w tej materii podejmowali najwięksi pisarze, żeby wspomnieć choćby Tomasz Manna i jego „Doktora Faustusa”. Podjął ją także Antoni Libera w swym opowiadaniu z 2012 roku „Toccata C-dur”, z udanym skutkiem.

 

Bohater opowiadania Libery, uczeń średniej szkoły muzycznej, przygotowuje na końcowy egzamin własne wykonanie „Toccaty C-dur” Roberta Schumanna. Przykłada się bardzo, chce ją wykonać brawurowo, rywalizuje przy tym z kolegą, rozmyśla, dyskutuje z profesorem na temat istoty muzyki i losu muzyka, jego „samowystarczalności”, jego „surowego szczęścia”, mierzy się z materią tej sztuki i tego konkretnie trudnego technicznie utworu. Od tego, jak wypadnie przed komisją egzaminacyjną − i przed samym sobą, czy będzie z siebie zadowolony, czy nie, będzie zależał jego los, jego przyszłość, wybór drogi życiowej, samopoczucie – tak ważne w życiu, świadomość własnych możliwości i ograniczeń, a więc czy np. będzie dalej kontynuował naukę gry na fortepianie w konserwatorium, czy da sobie spokój i profesjonalnie zajmie się czymś innym. Dodajmy, że bohater zapewne ma wiele cech autora, gdyż Antoni Libera również ma solidne wykształcenie muzyczne. Nie zdradzę, jaki koniec ma ta historia i jaki epilog po latach, żeby nie psuć lektury tym, którzy zechcą po tę znakomitą prozę sięgnąć.

 

Pozwolę sobie tylko zacytować jeden fragment, akurat przez autora wczoraj pominięty:

 

„Jak ogromna jest skala wtajemniczenia w muzykę, myślałem przerażony. Gdy miałem siedem lat, ktoś uznał, że się nadaję do szkoły artystycznej, i zostałem przyjęty. Potem, przez lat jedenaście, pobierałem naukę, wykazując postępy na tyle wystarczające, że mnie nie wyrzucono, a nawet stawiano mi pozytywne oceny. W wyniku tej edukacji posiadłem umiejętność grania na fortepianie – przynajmniej w takim stopniu, że mogę oto z pamięci zagrać „Toccatę” Schumanna. Przychodzi mi to jednak z nieopisanym trudem, a efekt jest ledwie średni. A więc w moim wypadku jest to szczyt możliwości. Szczyt! A powinien być próg, bo to dopiero początek. Profesor gra „Toccatę” znacznie lepiej ode mnie, a przecież jest zaledwie nauczycielem w szkole. Richter gra ją mistrzowsko – kto wie, może nawet lepiej od samego Schumanna (jakoby słabego technicznie) – a przecież nawet i on, wielki Światosław Richter, jak i inni pianiści, tytani fortepianu, tacy jak Józef Hofmann, Glen Gould czy Rubinstein nie mogą się równać z Schumannem, bo oni tylko grają, choćby i lepiej od niego, a on poza tym jeszcze, a raczej przede wszystkim, ułożył… stworzył z niczego siedemset ileś utworów, i to w ciągu niespełna dwudziestu pięciu lat.

Ale nawet i on, ów „marzycielski Schumann”, jak zwał go profesor Plater, nie stoi przecież najwyżej w hierarchii muzyki światowej. Owszem, jest znakomity – olśniewający, uroczy – owszem, miał niewątpliwie znamiona genialności, lecz są od niego więksi, czy się ich lubi, czy nie. Beethoven, Mozart, Bach… to są dopiero giganci! Gdzie kończy się ta skala?”

 

„Jak ogromna jest skala wtajemniczenia w muzykę…”. Ale czy ta, uświadomiona sobie przez bohatera w momencie życiowego startu jedna z najwspanialszych i zarazem najbardziej przerażających prawd o życiu i świecie nie dotyczy wszystkich dziedzin sztuki czy wręcz wszystkich form twórczej działalności człowieka? Gdzie jak gdzie, ale na stronie Muzeum, czyli siedziby muz – opiekunek tych sztuk, te okrutne, ale sprawiedliwe słowa powinny być zacytowane.

 

Adam Boberski

 

Start typing and press Enter to search