„Bawmy się w sielankę”

„Bawmy się w sielankę”

Józef Wittlin, zarówno jako pisarz, jak i człowiek, uosabiał to, co w Polsce, w Polaku, w polskości jest najlepsze, najszlachetniejsze. Zasłynął przede wszystkim jako autor pacyfistycznej powieści „Sól ziemi” (1936), która w tym nurcie literackim nie ma sobie równej. Oczywiście związany ze Lwowem.

Data publikacji:

Poświęcił ukochanemu miastu napisany tuż po wojnie tom wspomnieniowo-eseistyczny „Mój Lwów”. Pod koniec tej mądrej i ciepłej książki apeluje, jakby na przekór koszmarom straszliwej wojny, która przetoczyła się przez świat: „Bawmy się w sielankę”. Podążyć za tym apelem? Zaufać autorowi? Uwierzyć w jego romantyczny idealizm, romantyczne marzycielstwo? Zacytujmy cały ten podsumowujący opowieść o uroczych osobliwościach miasta fragment książki:

„Tak więc pełno osobliwostek znajdujemy w kronikach naszego miasta. Lecz największą osobliwością jest coś, co kwitło za moich młodych lat, a dzisiaj już zamiera na naszym globie: to koleżeństwo. Miałem kolegów bandytów i kolegów policjantów. Kilku kolegów księży, m.in. ks. Rękasa, znanego w całej Polsce z radiowych audycyj dla chorych. Przez jakiś czas kolegowałem z synem lwowskiego hycla, p. Zygla. Nie sztuka się lubić, gdy się należy do tego samego klanu, narodu, partii, kiedy nas łączą te same umiłowania i wstręty. Miłość, przyjaźń i koleżeństwo zaczynają się dopiero tam, gdzie wykwitają na tle jaskrawych nieraz różnic i przeciwieństw. Nie chcę dotykać ran na żywym ciele tych wspomnień i dlatego nie mówię o roku 1918. Rany te zamierzam sumiennie rozdrapać piórem przy innej, mniej elegijnej sposobności. Trudno mi jednak przemilczeć, jak to w czasie bratobójczych walk polsko-ukraińskich, które nie tylko samo miasto przecięły na dwie wrogie części, dawny mój kolega gimnazjalny, Zenon Rusin, wonczas ukraiński „chorużyj”, zatrzymał działania wojenne przed Ogrodem Jezuickim, abym ja mógł poprzez front dostać się do domu. Harmonia panowała wśród moich kolegów, choć wielu z nich należało do różnych, skłóconych z sobą nacyj i wyznawało odmienne wiary i poglądy. Endecy kochali się z Żydami, socjaliści z konserwatystami, starorusini, moskalofile z ukraińskimi nacjonalistami. Komunistów w tym czasie jeszcze nie było, lecz gdyby byli, z pewnością kochaliby się nawet z socjałami. Bawmy się w sielankę. Bawmy się, że od czasów naszego dzieciństwa nic złego we Lwowie ani w świecie się nie wydarzyło, bo i złe wiadomości, oglądane na rycinach Harasymowicza w „Wieku Nowym”, tchnęły beztroską i humorem. Przez dłuższy czas skłonny byłem wszystkie lwowskie bolączki traktować z pobłażaniem, zapominając, że mój Lwów i cały świat jest jedną wielką bolączką. Lecz bawmy się w sielankę. W ogóle bawmy się i zamknijmy oczy”.

Dobrymi wiadomościami fajnie się dzielić z innymi!

Data publikacji:

Powodzenie!

Niepowodzenie!