O Chopinie zawsze jest głośno, ale w tym roku szczególnie: głośny film, Konkurs Chopinowski, ile głów w narodzie, tyle opinii na temat jednego i drugiego. Od tak dawna nie żyje, a nadal jest gwiazdą, wywołującą emocje związane czy to z kreacją aktorską jego postaci powoływanej do życia w filmie, czy to za sprawą wykonywania jego kompozycji przez różnych wirtuozów.
Juliusz Adamowski powiedział podczas dzisiejszego Wieczoru Lisztowskiego, że Chopina można grać na różne sposoby, ale od czasu do czasu, słuchając którejś ze znakomitych interpretacji, stwierdza się jej wyjątkowość i mówi się: to jest to! Powiedział, wskazując na profesora Marka Szlezera, i poprosił go o wykonanie pierwszych utworów, aby zilustrowały to, co miał na myśli. A więc na początek były Preludia op. 28, sześć utworów. Potem Nokturn Es-dur op. 9 nr 2, Etiuda As-dur op. 25 nr 1, Walc As-dur op. 69 nr 1, trzy Etiudy op. 10, a po przerwie cała genialna Sonata b-mol op. 35. Pomiędzy partiami kolejnych kompozycji Juliusz Adamowski czytał listy Fryderyka Chopina, całe bądź ich fragmenty: do Juliana Fontany, Ferdynanda Hillera, rodziców, a także list Teresy Wodzińskiej do Chopina.
W ten oto sposób, dzięki swojej muzyce i dzięki listom, i tej korespondencji pomiędzy obiema sztukami, muzyczną i epistolarną, dzisiejszego wieczoru Fryderyk Chopin ukazał nam się naprawdę, jak głosił wcześniej afisz, z bliska.
Powodzenie!
Niepowodzenie!