Rozmyślając na wystawie „Kresy. Ocalone wspomnienia”. W związku z Dniem Sybiraka

Rozmyślając na wystawie „Kresy. Ocalone wspomnienia”. W związku z Dniem Sybiraka

W związku z Dniem Sybiraka, na wystawie „Kresy. Ocalone wspomnienia”, w kontekście zgromadzonych na niej świadectw niedoli polskich zesłańców, więźniów Stalina, takich świadectw jak te listy złożone w trójkąt, słane do rodzin z łagrów, nakazem sowieckiej cenzury pisane po rosyjsku, oraz w kontekście innego świadectwa – literackiego, najwyższych lotów, pozostawionego przez rosyjskiego pisarza, więźnia Kołymy, Warłama Szałamowa, w związku z tymi wszystkimi faktami zastanówmy się nad pewną kwestią.

Data publikacji:

Czy literatura nie jest przereklamowana? Czy nie jest przeceniony jej wpływ na rzeczywistość? Czy romantyzm nie pomylił się? Czy Juliusz Słowacki, pragnąc, aby jego poezja – „siła fatalna” nas, zjadaczy chleba, w aniołów przerobiła, nie pragnął zbyt wiele? A dlaczego ta wielka literatura rosyjska, zwłaszcza dziewiętnastowieczna, nie mająca sobie równych w historii erupcja arcydzieł, tak wspaniała, że zazdrość budząca – nie przemieniła Rosjan w naród i społeczeństwo aniołów? Nic a nic. A dlaczego nie przemieniły dwudziestowieczne dzieła rosyjskie, wymierzające sprawiedliwość sowieckiej, komunistycznej tyranii, jak „Archipelag GUŁag” Aleksandra Sołżenicyna, jak te „Opowiadania kołymskie” Warłama Szałamowa, które Gustaw Herling-Grudziński uznawał za najwybitniejsze dzieło literatury łagrowej, kryształowo prawdziwe, kryształowo uczciwe? „Szałamow należał do wyjątków – pisał o nim autor „Innego świata” – zawzięcie bronił na Kołymie swej duszy, bez wiary w jej nieśmiertelność. Jeśli u progu śmierci wrócił do Boga, to nie na klęczkach, z błaganiem o łaskę ocalenia wiecznego, lecz z dumną świadomością, że potrafił w męce „białego piekła” sam ocalić własny ludzki skarb godności, niezależności i wewnętrznej wolności”. Czy takie genialne dzieło sumienia narodu nie powinno było w przeszłości, tak samo jak w obecnej chwili, tym narodem, w znaczącej masie, nie tylko w odosobnionych rzadkich przypadkach, moralnie wstrząsnąć, obudzić go, otrzeźwić z samogonowego otępienia, skłonić do buntu, który byłby zdolny zmieść każdą tyranię? Bo który tyran by się wtedy ostał pod takim naporem? Pod naporem słowa, które staje się ciałem? Które powinno się stać ciałem? Tymczasem nic się nie staje, tyran ma się dobrze, a biesy szaleją, „szigalewszczyzna” nadal obowiązuje. „A te słowa, cóż mogą, cóż mogą, książę...” Czy zatem od arcydzieł literatury tysiąckroć ważniejsze nie są sprawy bardziej przyziemne, zwyczajne? Takie jak dobrze zorganizowane, w demokratyczny sposób społeczeństwo i państwo, gdzie wolność jednostki jest ograniczona tylko przez wolność innej jednostki – czyli to, czego dyktatorzy wszystkich czasów nienawidzą i czego się boją, bo oni całą wolność chcieliby mieć dla siebie, a dla innych – niewolę? Czy literatura jest tylko i pozostanie literaturą? Czyli zabawką? Kwiatkiem do garnituru? Albo do kożucha? A więc niczego, co poza nią, ona nie zastąpi? Nie stworzy, nie naprawi? Żadnego narodu ani społeczeństwa nie zbawi, nie uzdrowi? Nawet jeśli są to „Martwe dusze”, „Biesy” czy „Moskwa–Pietuszki”?... Czytane albo i nieczytane, czytane bez zrozumienia albo ze zrozumieniem, ale strachliwie, mało odważnie?

Dobrymi wiadomościami fajnie się dzielić z innymi!

Data publikacji:

Powodzenie!

Niepowodzenie!