Utracony świat – nie całkiem utracony

W Sali Pinottiego powiało dzisiaj Orientem. Stało się to dzięki fascynującej opowieści Igora Strojeckiego o jego pradziadku Leonie Barszczewskim, podróżniku, fotografie, badaczu Azji Środkowej. W mundurze

carskiego oficera przemierzał on tamtejsze kraje, wytyczając dogodne szlaki komunikacyjne dla wojska. Równocześnie prowadził działalność naukową, kolekcjonerską, zbierał obiekty etnograficzne, archeologiczne, przyrodnicze, które później stały się zalążkiem muzeum w Samarkandzie. Był również odkrywcą Samarkandy starożytnej. Przyjaźnił się z tubylcami. Zjednywał ich sobie. Był człowiekiem tolerancyjnym, otwartym wobec ludzi innych, nieraz dość odmiennych, kultur. Obsesja na punkcie obcości, wrogości i rzekomego, nieuniknionego zderzania się różnych kultur, tak szczególnie w naszych czasach znów jątrząca i psująca relacje międzyludzkie, była całkowicie obca jego naturze.

Nie rozstawał się w swojej pracy z aparatem fotograficznym (a był to ciężki sprzęt, nie to, co dzisiaj) i zasłynął jako autor zdjęć o nietuzinkowej wartości zarówno dokumentalnej, jak i artystycznej, na których poznawały się gremia konkursowych znawców, przyznając im prestiżowe nagrody. Fotografie te, ze zbiorów Igora Strojeckiego oczywiście, są u nas na wystawie, możemy jeszcze oglądać je do niedzieli. „Utracony świat” (taki tytuł nosi książka pana Strojeckiego o pradziadku) został na nich utrwalony i dzięki temu nie całkiem umarł.

Samarkanda kojarzy nam się zwykle z opowiadaniem-reportażem Ksawerego Pruszyńskiego „Trębacz z Samarkandy”, ukazującym na tle epizodu epopei żołnierzy armii gen. Andersa, którzy przez pewien czas tam właśnie stacjonowali, pewną niezwykłą koincydencję dwóch legend: krakowskiej o lajkoniku i samarkandzkiej – stanowiącej jakby dopełnienie tej pierwszej, zawierające morał i proroctwo. Niesamowita bliskość ponad geograficznym oddaleniem. Teraz, po wykładzie Igora Strojeckiego, daleka Samarkanda będzie nam się kojarzyła również z jego pradziadem Leonem Barszczewskim. I będzie jeszcze bliższa.

Igor Strojecki jest zamiłowanym genealogiem (uczestniczy w rozpoczynającej się jutro konferencji genealogicznej na naszym Zamku) i ta pasja idzie w parze z tą drugą, o której była już tutaj mowa – poświęconą historii własnej rodziny. Zgłębianiu biografii Leona Barszczewskiego, dla przykładu, poświęcił trzydzieści lat swego życia. Ale są też inni sławni w jego drzewie genealogicznym przodkowie, bliscy krewni, o których pisze i wygłasza prelekcje, jak np. Elżbieta Barszczewska, którą wszyscy znamy, wybitna aktorka, która zapadła nam w pamięć szczególnie za sprawą kilku znakomitych przedwojennych filmów, w których zagrała główne role, jak np. „Granica” według powieści Zofii Nałkowskiej.

Nasz gość, na koniec, żegnając młodzież, która przybyła na spotkanie, życzył jej, aby interesowała się historią własnej rodziny. Podpisujemy się pod tym.

Start typing and press Enter to search