„Musiało upłynąć trzydzieści lat, abym zdołał się nad nim zastanowić i dowiedzieć tego, że Wysoki Zamek był nazwą wspaniałej ongi budowli, a nazywał się tak, ponieważ istniał też kiedyś Niski, wewnątrz miasta – pisał Stanisław Lem w 1965 roku w „Wysokim Zamku”, wspomnieniowej książce o swoim dzieciństwie i wczesnych młodzieńczych latach spędzonych w przedwojennym Lwowie. – Ale wtedy ruiny i inne czcigodne pamiątki wieków zupełnie mnie nie obchodziły. Co się zatem właściwie robiło? [...] Przez osiem lat gimnazjalnych byłem tam niezliczoną ilość razy, a oprócz niskich żywopłotów, za którymi błękitniała panorama miasta, i cienia wielkich kasztanów nic z tego miejsca nie pamiętam. Bo też nie było to właściwie miejsce, ale stan doskonały, dający się w swej intensywności zestawić chyba tylko z pierwszym dniem wakacji”.
Żarłoczna ciekawość świata miała czym się karmić: pyszne miasto, pyszne cukiernie, dostatnie życie, sterty fantastycznych zabawek, książki, a nawet narzędzia laryngologiczne ojca – ileż pobudzających wyobraźnię i inteligencję bodźców dla rozwoju przyszłego geniusza! I Wysoki Zamek, ulubione miejsce zabaw lwowskiej dziatwy szkolnej, miał w tym niebagatelny udział. W książce Lema oczywiście urasta do rangi symbolu.
Dopiero co mieliśmy wystawę „Wieże Lwowa”, teraz oglądamy „Lwów na starej fotografii”. A taki widok z Wysokiego Zamku na panoramę Lwowa znajduje się w naszych zbiorach i czeka na swoją stałą ekspozycję...
Wszystko to z myślą o Lwowie, Kresach i Muzeum Dziedzictwa i Kultury Kresów.
Powodzenie!
Niepowodzenie!