Szaleństwo makiety

Szaleństwo makiety

W Dzień Pozytywnie Zakręconych pomyślmy o pozytywnym zakręceniu na punkcie makiet. Dlaczego ludzie pragną makiet? Chcą mieć u siebie w domu, na wyciągnięcie ręki, albo w pobliskim muzeum, w większej, mniejszej, ale zawsze pomniejszonej w stosunku do oryginału skali jakąś cząstkę rzeczywistości, będącą jednakże kompletną, zamkniętą w sobie, całością, a więc nie fragment zamku, tylko cały zamek, a jeśli miasto, to również całe. Dlaczego? Z dwóch powodów: sprawia im to radość i jest możliwe do wykonania. Te dwa warunki muszą być spełnione.

Data publikacji:

Był sobie raz cesarz chiński, który zapragnął mieć makietę swego państwa. Więc wykonano makietę w odpowiedniej skali. Potem drugą, trzecią... Wykonywano na jego życzenie makietę za makietą, zgodnie z jego wolą, a każda następna była większa od poprzedniej. Mimo że atrapa, wszystko tam było: miasta i wioski, rzeki i góry, z drobiazgową wizualną wiernością oryginałowi. Wreszcie cała wielka wyspa została przeznaczona na wzniesienie ogromnej makiety, i tak jak cesarz sobie zażyczył, makieta taka została na niej stworzona. Jednak cesarzowi było wciąż mało. Zażyczył sobie, aby zbudować makietę w skali 1:1, tak wielką jak jego państwo, tak aby kopia na pozór dorównała oryginałowi. Dzisiaj powiedzielibyśmy: tak wielką jak wielki plan filmowy. Bo jeżeli makieta ma być wierna, dąży do maksymalnej wierności wobec oryginału, mimo swej iluzoryczności, imitacji, to dlaczego nie w taki sposób? Cesarz był konsekwentny w swym makietowym szaleństwie, pozytywnym zakręceniu czy może raczej odkręceniu, doprowadzając je do absurdu. W planowaniu, narzucaniu swojej woli, osiągnął apogeum. Lecz szaleństwo makiety, dotąd konsekwentnie wdrażane, stopniowo, etap po etapie, nie osiągnęło ostatecznego apogeum w realizacji, zderzając się z niemożliwym. Bo oto minister od finansów, usłyszawszy ten pomysł, złapał się za głowę, podniósł lament i powiedział prosto z mostu, nie bojąc się gniewu władcy, że budowa takiej makiety, o ile w ogóle wykonalna, niechybnie zrujnuje państwo, opróżni jego skarbiec. Cesarz to zrozumiał i ze smutkiem musiał ustąpić. Nie mogąc jednak zrealizować swego pragnienia, przestał interesować się makietami. Tajemnica jego pasji pozostała niewyjaśniona. A wyspa pokryta ostatnią wersją, opuszczona, zaniedbana, znów zarosła zielenią i powróciła do naturalnego stanu. Tak mniej więcej przedstawia tę historię, tę przypowieść Neil Gaiman w książce „Rzeczy ulotne”.

Na zdjęciach fragmenty makiety Brzegu z przełomu XVII i XVIII wieku. Makiety, która nigdy nie zarośnie, dopóki będzie wzbudzać tak żywe zainteresowanie zwiedzających, jak dotychczas.

Galeria zdjęć

Udostępnij ten wpis

Data publikacji:

Powodzenie!

Niepowodzenie!