Gra warta świeczki
Gra była warta świeczki. A nawet stu i więcej świec. Ledowych co prawda, ale migoczących jak prawdziwe, żywe ognie. W ich rozedrganym blasku płynęła sobie muzyka, ale uruchamiał ją, wydobywał z fortepianu i własnej duszy maestro Konrad Waszczyk. Grał jak natchniony. I wydawało się, w złudzeniu muzyczno-optycznym, jakby ta muzyka muskała, raz silniej, raz słabiej, płomyki świec, a one, targane jej tchnieniem, raz przygasały, raz rozjaśniały się żywiej. Tak jak ludzie, słuchacze, oczarowani, zahipnotyzowani, zgromadzeni w Sali Pinottiego, na brzeskim zamku.
Czytaj więcej →